BŁĘKITNA PEŁNIA - CZAS, KTÓRY OTWIERA TO, CO UŚPIONE
Są takie noce w roku, które czuje się całym sobą.
Nie tylko sercem. Nie tylko myślami.
Ale gdzieś głęboko, pod skórą, w
oddechu, w ciszy pomiędzy jednym a drugim biciem serca.
31 maja niebo podaruje nam coś wyjątkowego - wyjątkową pełnię Błękitną Pełnię.
To druga pełnia w jednym miesiącu , zjawisko, które nie zdarza się często. Mówi się, że Blue Moon pojawia się wtedy, gdy Wszechświat chce przypomnieć nam o tym, czego już dłużej nie możemy ignorować. I może właśnie dlatego od wieków ludzie wierzyli, że niesie ze sobą szczególną energię , energię zamknięcia starych cykli, przebudzenia intuicji i powrotu do tego, co prawdziwe.
W świecie, który każdego dnia każe nam biec szybciej, mówić głośniej i robić więcej, pełnia przypomina o czymś zupełnie innym.
O zatrzymaniu.
O oddechu.
O wsłuchaniu się w siebie.
O emocjach, które chowaliśmy głęboko.
O marzeniach, które odkładaliśmy „na później”.
O zmęczeniu, które nosimy w ciele i duszy.
Bo prawda jest taka, że dusza zawsze mówi do nas cicho.
Tylko my bardzo często jesteśmy zbyt zmęczeni, żeby ją usłyszeć.
Błękitna Pełnia to moment, w którym wiele emocji może wyjść na powierzchnię. Możemy odczuwać większą wrażliwość, potrzebę zmian i tęsknotę za tym, by być bliżej natury, bliżej ludzi, bliżej samych siebie. To czas, kiedy stare energie zaczynają pękać, a my coraz mocniej czujemy, że nie wszystko da się już nosić dalej.
Może właśnie teraz dojrzewamy do ważnej decyzji.
Może zamykamy pewien etap w swoim życiu.
Może uczymy się odpuszczać ludziom.
A może próbujemy wrócić do własnej równowagi lub po prostu czujemy, że nasza
dusza potrzebuje głębokiej ciszy.
I wiecie co?
To jest całkowicie w porządku.
Natura nigdy nie działa w pośpiechu.
Drzewo nie zmusza się przecież, by wzrastać.
Rzeka nie walczy ze swoim nurtem ona po
prostu z nim płynie.
A księżyc przechodzi swoje cykle, znika, odradza się i znów świeci pełnią na
nieboskłonie.
My jesteśmy dokładnie tacy sami.
W dawnych słowiańskich tradycjach pełnia była czasem szczególnym. Ludzie zbierali się przy ogniu, śpiewali, modlili się do natury, zbierali zioła i wierzyli, że tej nocy granica pomiędzy światem widzialnym a niewidzialnym staje się cieńsza. To był czas oczyszczenia, wdzięczności i połączenia z ziemią.
Może właśnie dlatego dziś tak wielu z nas tęskni za
prostotą.
Za prawdziwym spotkaniem.
Za chodzeniem boso po porannej, pełnej rosy trawie.
Za ogniem, który nie tylko ogrzewa ciało, ale przede wszystkim uspokaja duszę.
Podczas tej pełni nie musicie robić nic wielkiego.
Nie potrzebujecie perfekcyjnych rytuałów ani specjalnych słów.
Możecie po prostu wyjść wieczorem i zapatrzyć się w rozgwieżdżone niebo. Przy zapalonej świecy napisać na kartce wszystko to, co chcecie zostawić za sobą. Pomedytować. Pobyć przez chwilę bez wszystkich rozpraszaczy. Być obecnym w sobie i pozwolić sobie odczuwać przepływającą energię.
Bo może największym rytuałem w dzisiejszych zabieganych, pełnych hałasu czasach jest właśnie obecność.
Wierzę, że człowiek nie został stworzony do życia w ciągłym oddaleniu od natury i siebie samego. Wierzę, że kiedy wracamy do ziemi, ciszy, ognia, ziół i wspólnoty — zaczynamy przypominać sobie, kim naprawdę jesteśmy.
Niech ta Błękitna Pełnia będzie dla Was, kochani,
momentem oczyszczenia.
Momentem powrotu do siebie.
Momentem, w którym przestaniemy walczyć ze swoim wnętrzem i zaczniemy go
słuchać.
A kiedy spojrzycie tej nocy w niebo — pamiętajcie, nie
jesteście sami.
Wszyscy jesteśmy częścią tych samych cykli.
Jeśli czujesz energię tej pełni, zostaw komentarz lub podziel się tym postem z kimś, kto właśnie potrzebuje odrobiny światła.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz